Miesiąc: Wrzesień 2015

Tytułem wyznaczenia granic

Jakiś czas temu umówiłam się na kawę z dobrą koleżanką, niech na potrzeby tego posta ma ona na imię Kim. Przybyła na spotkanie spóźniona i z ewidentnym bólem duszy. Po dłuższej rozmowie okazało się, że ból duszy Kim nie pochodził stąd, że niedawno odkryła, że facet z którym się umawiała ma dziewczynę (od prawie dwóch lat). Ale cały jej ból duszy kręcił się wokół pełnego pretensji zdania jakie wypowiedział znajomy (Zenek) do Kim:

„SKORO ZNAM TAKIE SZCZEGÓŁY TWOJEGO ŻYCIA, TO PRZECIEŻ JESTEM TWOIM PRZYJACIELEM, ZATEM CZEMU NIE MÓWISZ MI WSZYSTKIEGO?!”.

Po powrocie ze spotkania z Kim wciąż w głowie dźwięczało mi to zacytowane zdanie. Zaczęłam się zastanawiać jak to z tym prawem znajomych do wiedzy o nas samych jest, a jak się to ma do nieznajomych? I wtedy przypomniał mi się post Zwierza Popkulturalnego z 21 lipca br.  Zwierz zauważa, że Kim Kardashian w momencie „wycieku” jej seks taśmy miała dwa wyjścia: albo ukryć się w kącie, albo wziąć od życia tą cytrynę i zrobić z niej lemoniadę. W tym poście pojawiło się też zdanie: „skoro jej (Kim Kardashian) ciało już i tak nie jest traktowane jak coś prywatnego dlaczego tego nie wykorzystać.” Co prawda zdanie to odnosiło się do stylu w jakim Kim Kardashian się ubiera ale porusza kwestię tego co uznajemy za prywatność.

Cóż, w dobie gdy komunikujemy się ze znajomymi i światem za pomocą Facebooka, Tweetera, Instagrama i choroba wie czego jeszcze, to udzielamy światu tony informacji o nas samych. Pisząc bloga jest podobnie, bo na własne życzenie dokonujemy publicznej wiwisekcji duszy. W przypadku mojej znajomej Kim – dziewczyny, która ma tendencje do mówienia dużo za dużo o sobie innym – oraz jej znajomego Zenka (który wszedł w posiadanie niechlubnych szczegółów życia Kim słuchając zwierzeń dziewczyny uważającej, że Kim celowo rozbija jej relację), zaobserwować możemy sytuację podobną do wycieku seks taśmy Kardashianki. Moja Kim mogła albo się ukryć albo poznając prawdę o swojej relacji przyznać, że nieświadomie była tą trzecią. Co też i uczyniła: przyznała się, przeprosiła i więcej się nie wtrącała. Jednak Zenek uznał, że skoro wie o Kim to i tamto, to ma święte prawo wiedzieć jeszcze więcej, i więcej i mieć pretensje, że Kim nic nie mówi. Nosz niedobra małpa z tej Kim…

Szanowna Czytelniczko, Czytelniku, ustalmy sobie zatem już na początku:

  1. To, że dzielę się tu pewnymi moimi przemyśleniami, obserwacjami i wnioskami wyciągniętymi z różnych sytuacji wcale nie oznacza tego, że jesteśmy przyjaciółmi i będę tu pisać o każdym życiowym wydarzeniu.
  2. Nie obiecuję też regularnych postów.
  3. Imiona jak już widać będą najczęściej inspirowane światem gwiazd.
  4. Każdy z nas prywatność rozumie inaczej, dla każdego intymność może mieć inny zakres.

Oczywiście, że czasem i samą siebie łapię na zachowaniu podobnym do tej pretensji napisanej CapsLockiem: klikam w hotnjusy na temat życia prywatnego ludzi, którzy są znani, a przecież to napędza machinę do tworzenia kolejnych newsów na ich temat. Wobec tych, którzy nie są znani z mediów, też zdarza mi się robić coś podobnego; pojawiają się u mnie myśli: skoro wiem o X. coś tam, to mam prawo wiedzieć więcej, skoro Y. wrzucił foty z wakacji, to mam prawo je przejrzeć, ocenić i czekać na więcej, skoro zaś pracuję w tym samym budynku co V. i jadamy czasami wspólnie lunch, to dlaczego nie poznałam jeszcze jego narzeczonej, o której tyle już mi opowiadał?

Idealna nie jestem, ale codziennie podejmuję walkę z moją własną ciekawością świata pamiętając, że każdy pełnoletni mówi/pisze/publikuje/robi to, co sam uważa za stosowne, a reszta uznajmy, że podchodzi pod niezwykle wieloznaczną intymną prywatność. I na tym poprzestańmy.